<?xml version='1.0' encoding='utf-8' ?>
<!--  If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/  -->
<rss version='2.0' xmlns:lj='http://www.livejournal.org/rss/lj/1.0/' xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' xmlns:atom10='http://www.w3.org/2005/Atom'>
<channel>
  <title>~~Asian Hunk&apos;s Fairyland~~</title>
  <link>http://asianfairyland.livejournal.com/</link>
  <description>~~Asian Hunk&apos;s Fairyland~~ - LiveJournal.com</description>
  <lastBuildDate>Tue, 20 Oct 2009 19:23:45 GMT</lastBuildDate>
  <generator>LiveJournal / LiveJournal.com</generator>
  <lj:journal>asianfairyland</lj:journal>
  <lj:journalid>15934880</lj:journalid>
  <lj:journaltype>personal</lj:journaltype>
  <atom10:link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/' />
  <image>
    <url>http://l-userpic.livejournal.com/76229400/15934880</url>
    <title>~~Asian Hunk&apos;s Fairyland~~</title>
    <link>http://asianfairyland.livejournal.com/</link>
    <width>50</width>
    <height>50</height>
  </image>

<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://asianfairyland.livejournal.com/2037.html</guid>
  <pubDate>Tue, 20 Oct 2009 19:23:45 GMT</pubDate>
  <title>~~ 2 ~~</title>
  <link>http://asianfairyland.livejournal.com/2037.html</link>
  <description>Dopiero chrzęst mokrego piasku, w który z całą siłą padło ciało pani kapitan i zduszone przekleństwo obudziło jej kompankę. Ta wymruczała pod nosem coś na temat własnego odzienia zupełnie ignorując pochylającą się nad nią dwójkę. Szybkim ruchem podniosła się do siadu. &lt;br /&gt;- SoRinhe... - pomogła jej przybrać bardziej dogodną pozycję i skrawkiem ubrania otarła piasek z twarzy kapitanki. &lt;br /&gt;Na twarzy dziewczyny wyraźnie było widać niezdecydowanie. Nie mogła w tej chwili podjąć decyzji. Nie wiedziała co ma dokładnie powiedzieć. Wiedziała przecież, że znajduje się na obcym terenie i że może im grozić jakieś niebezpieczeństwo. Przed chwilą jej grozili. Związali ją. Ale z drugiej strony... Coś bardzo cichym głosem podpowiadało jej, że wszystko będzie dobrze. Jednak, zważywszy na swoje obecne położenie, rzuciła: &lt;br /&gt;- W nogi! &lt;br /&gt;Kompanka pomogła jej wstać i obie rzuciły się biegiem wzdłuż plaży. Radośnie szczekający pieseczek poszedł w ich ślady. &lt;br /&gt;- No i po sprawie. - Maksymilian wydął wargi. - Już ich nie zobaczymy. &lt;br /&gt;- Mylisz się. - spojrzenia pozostałej czwórki skupiły się na Jeremiaszu, który z zadowoleniem pocierał brodę. - Daleko nie uciekną. &lt;br /&gt;I jakby słysząc te słowa, mimo sporej odległości, obie dziewczyny z krzykiem upadły na piasek. &lt;br /&gt;- Ty... - Mikołaj klepnął Jeremiasza po ramieniu i z uśmiechem na twarzy, spokojnym krokiem ruszył za uciekinierkami. &lt;br /&gt;- Elizabeth, nie rób mi tego więcej! - SoRinhe ledwo podniosła się na nogi po podcięciu przez kompankę. &lt;br /&gt;- Co to jest, do licha! - tamta wskazała na &apos;coś&apos; nadziane na 3 pale i zasłoniła usta, jakby chciała powstrzymać bunt żołądka. - Śmierdzi. &lt;br /&gt;Kapitanka spojrzała na nierozpoznany obiekt i aż skrzywiła się na jego widok. &lt;br /&gt;- To wyflaczony... &lt;br /&gt;- ... rekin. - dokończył Mikołaj. &lt;br /&gt;Jakim cudem cała piątka była już tak blisko nich?&lt;br /&gt;- Możecie się zacząć przyzwyczajać do tego widoku. - Ksawery podkradł się do SoRinhe i tym razem dopilnował, żeby nie wyrwała się z jego uścisku. &lt;br /&gt;- Nie zamierzam się do niczego przyzwyczajać. - Elizabeth z obawą patrzyła na nieznajomych. &lt;br /&gt;- Będzie pani musiała. - Maksymilian wyciągnął w jej stronę rękę chcąc pomóc jej wstać. &lt;br /&gt;Pokręciła przecząco głową w odpowiedzi i sama wstała. Nie wiedziała jednak, że popełniła błąd, bo tuż za nią pojawił się Jeremiasz ze sznurkiem w rękach. Dziewczyna szarpała się, jednak na Jaremiaszu nie zrobiło to żadnego wrażenia. Nie miał problemów ze skrępowaniem jej dłoni. &lt;br /&gt;- Nic nie zrobiłyśmy. Wypuście nas. - nie poddawała się. - Domagam się dostarczenia nas obu do domu. &lt;br /&gt;- Tak za darmo? - nie widziała szelmowskiego uśmiechu Jeremiasza. &lt;br /&gt;Reszta nieznajomych pokiwała głowami przytakując koledze. A SoRinhe spojrzała na swoją kompankę. To była gra? Czy może na prawdę chciała wrócić do domu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątka nieznajomych usadziła skrępowane dziewczyny w takiej odległości żeby mogli spokojnie rozmawiać przy swoim ognisku. &lt;br /&gt;- Co z nimi zrobimy? - Julian dorzucił suchy badyl do ognia. &lt;br /&gt;- Przede wszystkim musimy się dowiedzieć kim są i po jakie licho siedziały na statku tamtej floty. Który idiota wziąłby kobiety na pokład okrętu wojennego. - Jeremiasz pokręcił głową z dezaprobatą. &lt;br /&gt;- Może morze wyrzuci przez noc jakieś resztki z tego statku. - dorzucił Maksymilian. - Może wtedy dowiemy się czegoś więcej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, że jesteś zadowolona... - mruknęła Elizabeth przesuwając się po piasku pod pień palmy, by oprzeć się o niego plecami. &lt;br /&gt;- Nie wiem... - odpowiedziała zmęczonym głosem SoRinhe. Oparła się o ten sam pień. - A jeśli to nie oni? Co wtedy? &lt;br /&gt;- Przepadłyśmy... &lt;br /&gt;- Oj, ty znów swoje. Pesymistka. &lt;br /&gt;- Myślisz, że nasze rodziny zapłacą okup jakimś piratom? &lt;br /&gt;- Oczywiście! - Choć wcale nie była tego na sto procent pewna. - A ty, myślisz, że nie? Elizabeth? Elizabeth...? &lt;br /&gt;SoRinhe spojrzała na kompankę. Tamta zasnęła oparta o pień palmy. Kapitanka uśmiechnęła się pod nosem. Też była zmęczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Maximilianie… - Ksawery spojrzał na ciężkie buty dziewczyny które trzymał w rekach gdy wraz z kompanem piratem wnosili ja do swojego domku – nie uważasz..że powinniśmy ja rozebrać.?&lt;br /&gt;- Dobra… to ty zdejmij jej buty a ja… ja przytrzymam.- Maksymilian się zgodził na ten pomysł. Usiadł na krześle i posadził sobie śpiącą dziewczynę na kolanach. W tym czasie Ksawery męczył się z zapięciami w butach kapitanki.&lt;br /&gt;- Więcej ich nie było?- mruknął niezadowolony gdy w końcu odpiął ostatnie zapicie w lewym bucie. Ściągnął  go, dotykając stopy dziewczyny a ona wtedy zachichotała i wtuliła się w Maximiliana. – Maksymilianie… ona ma taka delikatna skore… - Ksawery nie mógł się powstrzymać i przesunął dłonią po jej gołej łydce. I ochoczo zabrał się za rozbieranie drugiego buta powtarzając cały proces, razem z dotykaniem jej.&lt;br /&gt;- Ej nie pozwalaj sobie! - Maximilian fuknął cicho oburzony.-miałeś ja tylko rozebrać a nie pomacać!&lt;br /&gt;- a to nie idzie w parze?- zapytał uśmiechając się jak łobuz- to ściągnij z niej kurtkę, to ja położymy na łóżku…- jak zaproponował tak Maximilian zrobił. Zsunął kurteczkę z jej ramion i położyli ja na łóżku. Sami usadowili się na podłodze jak dobrym dzieciom przystało. Spoglądali na łóżko. W pewnym momencie dziewczyna przytuliła do piersi poduszkę i seksownie przesunęła stopą po swojej łydce. Młodzieńcy głośno przełknęli i spojrzeli się po sobie.&lt;br /&gt;- Ja myśl, że ona będzie mnie za bardzo kusić by spać na podłodze…- Ksawery westchnął a Maximilian kiwnął głowa ze się zgadza. – to ja biorę prawa stronę łóżka – powiedział wesoło i szybko rzucił się w stronę łóżka .&lt;br /&gt;- Ale dlaczego?- Jęknął Maximilian.&lt;br /&gt;- Bo jestem starszy – wytłumaczył Ksawery kładąc się na łóżku, wysuwając poduszkę z objęć dziewczyny i się koło niej moszcząc. Maksymilian, niepocieszony ale mimo wszystko kontent, położył się za plecami dziewczyny. I tak cała wesoła trójka odpłynęła w objęcia morfeusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Uhm… -  SoRinhe przeciągnęła się rozkosznie spoglądając w sufit. Przez chwile leżała kontemplując ładną pogodę za „oknem”, o ile tak można było nazwać dziurę w konstrukcji drewnianej, gdy nagle spojrzała niżej i pisnęła. Czyjaś dłoń leżała na jej piersi. Delikatnie przesunęła po niej dłonią po czym z nienawiścią spojrzała na Maximiliana i zepchnęła go z łóżka &lt;br /&gt;– Ty zboczeńcu! Jak śmiesz mnie dotykać tymi napalonymi rękoma – rzuciła się na rozbudzającego się chłopaka i chciała go uderzyć jeszcze w twarz by zapamiętał, że nie może sobie pozwalać na takie chamstwo. Zamachnęła się ale w ostatniej chwili zmieniła kurs dłoni i mruknęła – nie waz Się mnie tak więcej dotykać…&lt;br /&gt;- Maximilianie… -Ksawery usiadł na łóżku – dlaczego zawsze dostaje ci się to co lepsze? - spojrzał na dziewczynę siedząca na nim okrakiem i sobie to źle skojarzył.- dlaczego nasza maskotka tylko ciebie pięści..ja tez potrzebuje trochę miłości... - mruknął niezadowolony. SoRinhe uniosła na niego oczka i uśmiechnęła się cudownie. &lt;br /&gt;- Też byś chciał spróbować jaka jestem boska?- zapytała powoli skradając się do niego. Nagle poczuła jak się przewraca bo Maximilian złapał ja za nogę.&lt;br /&gt;- Nie tykaj Ksawerego! On jest zbyt niewinny jak na twoje gierki! A teraz uspokój się i opamiętaj bo cie zwiążemy! – dziewczyna wzdrygnęła się na wspomnienie więzów i odwróciła do Maximiliana, ale miał tak zagniewana twarz ze  spotulniała. Usiadła na podłodze i wymamrotała niezadowolona.&lt;br /&gt;- Nie chce być wasza maskotka… - Wymamrotała. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie na rozgniewana oraz stanowczą twarz Maksimiliana oraz roziskrzone oczka Ksawerego by zrozumieć, że nie ma tu nic do gadania i zostanie tą maskotką. Zresztą… pomyślała iż lepsze to niż bycie  czyjaś kochanka wiec w końcu się uśmiechnęła. Kolo południa jeden z nich, którego imienia nie znała jeszcze, przyniósł jej prostą sukienkę do kolan, w która kazano jej się przebrać. I tak oto z dobrze urodzonej dziewczyny stała się zwykła chłopką na posyłki piratów.&lt;br /&gt;Coś delikatnie przesuwało się po twarzy Elizabeth. Coś delikatnego, niczym piórko. Jej uszu dochodził jakiś urzekający głos. Dziwny wydał jej &lt;br /&gt;się pewien fakt. Czemu pień palmy zrobił się taki wygodny? I skąd pochodził ten lekki słodkawy zapach? Otworzyła oczy. &lt;br /&gt;- Dzień dobry, kwiatuszku. - Mikołaj powitał ją uśmiechem. Pochylał się nad nią leżąc obok. Zakręcił kwiatem, którego trzymał w ręce. - Dobrze &lt;br /&gt;spałaś? &lt;br /&gt;Dziewczyna wystrzeliła z łóżka, jak z armaty. Uciekła za pięknie rzeźbione drewniane biurko, które stało w drugim końcu pokoju. W normalnych okolicznościach na pewno poświęciłaby meblowi całą swoją uwagę. I pewnie zastanawiałaby się za co mogłaby je przehandlować. Ale teraz... &lt;br /&gt;Teraz... Nie, to nie były normalne okoliczności. Rzuciła Mikołajowi pytające spojrzenie. &lt;br /&gt;- Dziękuję. Nawet nie wiesz jak mi było... przyjemnie. - skrył uśmiech za kwiatem. &lt;br /&gt;Elizabeth pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć myślom, które ją teraz atakowały. Zakryła usta obiema dłońmi. Mikołaj najwyraźniej nie miał ochoty jej niczego wyjaśniać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak to mojej córki nie ma od dwóch dni w domu? Niby rozpłynęła się? – spasły, czerwony na twarzy od gniewu człowiek w bogatych szatach krzyczał na człowieka, który  kłonił mu się po pas.&lt;br /&gt;- Panienka SoRinhe wyszła rano dwa dni temu, wzięła statek i nie wróciła wraz z załogą…&lt;br /&gt;- Jak to? Jak załoga śmiała wracać bez mojej córki? Wiem, że jest kapitanem i  ostatnia schodzi ze statku ale powinni wiedzieć , ze bez niej nie maja po co się tu pokazywać! – Mężczyzna po prostu kipiał ze złości i nie dal się udobruchać żadnymi słowami – a który statek zatonął? – zapytał w końcu, tak z ciekawości.&lt;br /&gt;- Pańska ulubiona łajba.. „Eleonora” powiedział mężczyzna kłaniając się tak iż czołem uderzył o podłogę.&lt;br /&gt;- Elonora?! - jeżeli do tej pory mężczyzna był wściekły to teraz zmienił się w ciskającego złością diabła – przygotować moja flotę. Musimy odbić moją córkę a potem zrobić poszukiwania ładunku z Eleonory. Do tej pory byli nietykalni ale nikomu nie ujdzie na sucho porwanie córki gubernatora! Trzeba się tymi wyjętymi spod prawa zająć. I to natychmiast!- „Ta mała siksa nie zdaje sobie sprawy jaki mi statek podkradła „mężczyzna popsioczył trochę na córkę i zdenerwowany usiadł na swoim wielkim fotelu godnym króla. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mikołaj! - wywołany wychylił się przez okno swojego domku.&lt;br /&gt;Jeremiasz i Julian ciągnęli po piachu ogromny kufer.&lt;br /&gt;- Przydaj się na coś. Pomóż nam z tym! - zawołali do niego.&lt;br /&gt;Mikołaj machnął do nich i krzyknął, że zaraz tam będzie. Wyczłapał się z łóżka. Poprawił spodnie i ruszył do krzesła stojącego przy biurku. Wyciągnął rękę po koszulę, ale zanim zdążył zatrzymała go Elizabeth.&lt;br /&gt;- Czekaj... - powiedziała.&lt;br /&gt;Mikołaj spojrzał na nią pytająco.&lt;br /&gt;- Zrobię, co tylko zechcesz... ale załatw mi jakieś ubranie.&lt;br /&gt;Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie. Zmierzył ją swoim spojrzeniem. Nie przeszkadzałoby mu, gdyby paradowała w tej swojej halce. Ale skoro tak powiedziała.&lt;br /&gt;- Zrobisz, co zechcę za kieckę? - zapytał żeby się upewnić.&lt;br /&gt;- Wszystko. - pokiwała głową potwierdzając swoje słowa.&lt;br /&gt;Mikołaj uśmiechnął się lekko przygryzając dolną wargę.&lt;br /&gt;- Wszystko... - powtórzył z satysfakcją w głosie. - Załatwione.&lt;br /&gt;Elizabeth puściła jego rękę i odetchnęła z ulgą. Przez chwilę patrzyła, jak Mikołaj zakłada koszulę i bez słowa wychodzi z pokoju. Kiedy usłyszała jego kroki na piasku podeszła do okna i ostrożnie wychyliła przez nie głowę. Teraz cała trójka męczyła się z kufrem.&lt;br /&gt;- Jak było? - Jeremiasz wyszczerzył zęby w uśmiechu i potrącił Mikołaja łokciem.&lt;br /&gt;- Ciepło.&lt;br /&gt;- Ciepło? - Julian skrzywił się. - Ja ją biorę na tą noc. Tss, będzie gorąco. - W jego kocich oczach pojawił się dziwny błysk.&lt;br /&gt;Postawili skrzynię, by na chwilę odpocząć.&lt;br /&gt;- Ale to nie tak. - Mikołaj podrapał się po głowie z zakłopotaniem. - Do niczego nie doszło. Po prostu... Dwóm osobom pod jednym kocem było cieplej w nocy.&lt;br /&gt;Jeremiasz i Julian z niedowierzaniem pokręcili głowami. Oni pewnie nie przepuścili by takiej okazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeremiasz jednym celnym strzałem z pistoletu poradził sobie z zamkiem kufra. Wieko lekko odskoczyło. Cała trójka, odsłoniwszy pokrywę zabrała się za przeglądanie zawartości skrzyni. Jakieś mapy, trochę porcelany, przeróżne ubrania i... spora skórzana sakiewka. Spojrzeli po sobie z zadowoleniem. Julian potrząsnął sakiewką, a ich uszu dobiegło satysfakcjonujące brzęczenie. Monety. Klejnoty. Wysypali zawartość na kawałek materiału. Złote monety zalśniły w słońcu. Jeremiasz i Julian zwinnie powybierali spomiędzy nich całkiem sporą ilość mniejszych srebrnych monet. Wsypali je do sakiewki. Jeremiasz potrząsnął nią.&lt;br /&gt;- Powinno starczyć. - skwitował.&lt;br /&gt;Mikołaj cały czas przeglądał zawartość skrzyni, jakby czegoś szukając.&lt;br /&gt;- Mam. - ogłosił koniec swoich poszukiwań. Zrobił spore zawiniątko i wrócił do swojego domku. &lt;br /&gt;Zastał Elizabeth siedzącą przy biurku.&lt;br /&gt;- Patrz co znalazłem. - położył zawiniątko na blacie biurka.&lt;br /&gt;Elizabeth przez chwilę męczyła się z supełkiem, który Mikołaj zdążył zawiązać po drodze. Prawie ucieszyła się na widok tego, co było w środku. Prawie... Wzięła do ręki pierwszą rzecz.&lt;br /&gt;- Niemodne... - pokręciła głową i odłożyła ciuch.&lt;br /&gt;Wzięła następny.&lt;br /&gt;- Nawet ładne, ale ten kolor...&lt;br /&gt;Kolejny... I kolejny. Jakoś nic nie było w stanie sprostać jej oczekiwaniom. W końcu na biurku została ostatnia rzecz i kawał materiału, w którym przyniesiono ubrania. Elizabeth podniosła ciuch. Obejrzała rzecz ze wszystkich stron.&lt;br /&gt;- Człowieku, gdzie twoje poczucie estetyki! Tego w ogóle nie można brać pod uwa...&lt;br /&gt;- Kobieto! - Mikołaj nie wytrzymał, krzyknął jednocześnie uderzając pięścią w blat biurka. - Nic innego nie było. Zdecyduj się na coś!&lt;br /&gt;Laszek wyślizgnął się z jej rąk. Elizabeth spuściła głowę. Wymruczała przeprosiny.&lt;br /&gt;- Mam jeszcze coś... To powinno ci się spodobać. &lt;br /&gt;Spomiędzy warstw materiału zawiniątka Mikołaj wyciągnął białą koszulę z żabotami przy kołnierzu i przy rękawach oraz czarne długie spodnie. Ale coś zupełnie innego przyciągnęło uwagę Elizabeth. Ziemno-zielony justaucorps haftowany srebrną nicią. Odebrała ubranie z rąk mężczyzny. Śmiejąc się i przyciskając do piersi ciuchy wykonała kilka obrotów. Z namaszczeniem odłożyła je na blat biurka. Takie cudo! Nie mogła przestać zachwycać się justaucorpsem. I pomyśleć, że już chciała pytać o igłę z nitką. Cóż, materiał zawiniątka też nie był wcale taki zły. Uśmiechnęła się i podeszła do Mikołaja. Uściskała go w podziękowaniu.&lt;br /&gt;- Co mogę dla ciebie zrobić? - zapytała wracając do biurka.&lt;br /&gt;- Zostawiam swoje życzenie na później. - Mikołaj odwrócił się i poszedł do drzwi. - Ubieraj się. Czekam na ciebie na zewnątrz. Ty i twoja kompanka musicie nam coś wyjaśnić.&lt;br /&gt;Wyszedł.</description>
  <comments>http://asianfairyland.livejournal.com/2037.html</comments>
  <category>fic: piracka przygoda</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://asianfairyland.livejournal.com/1544.html</guid>
  <pubDate>Sat, 03 Oct 2009 18:47:01 GMT</pubDate>
  <title>~~ Prologue ~~</title>
  <link>http://asianfairyland.livejournal.com/1544.html</link>
  <description>**&lt;br /&gt;Siedem Kamiennych Wysp leżało na środku Oceanu Koralowego. I chociaż nazywały się Kamienne, wcale nie oznaczało to iż leżą na nich kamienie czyli budulec do stawiania zamków czy innych wielkich fortec. Nazwa Kamienne pochodziła od  kruszca, który znajdował się na każdej z wysp, na każdej inny. Były to Wyspy kamieni szlachetnych.  Była więc wyspa szmaragdowa, diamentowa, agatowa, rubinowa, opalowa, ametystowa i jadeitowa. Ale wszyscy i tak nazywali je Wyspami Kamiennymi. Oprócz tego iż na każdej z wysp ukrywały się złoża mineralne to w dodatku okolona była każda z nich rafą koralową, z której mieszkańcy również czerpali korzyści. Eksportowali  więc swoje kamyczki  do sąsiednich królestw w zamian importując drogie tkaniny, brązy, metale oraz żywność. Przez wiele lat mieszkańcom tych wysp żyło się wspaniale, z królem rządzącym na głównej, Szmaragdowej Wyspie, oraz poszczególnymi Sekretarzami na 6 mniejszych wyspach. Jednak gdy król umarł ludziom zaczęło się gorzej powodzić ponieważ Sekretarzowie poczuli się wolni bez męskiego spadkobiercy tronu i zaczęli się rządzić po swojemu, czyniąc sobie dobrze i krzywdę podwładnym.&lt;br /&gt;Taki nierząd trwał kilkanaście lat aż do momentu, w którym 5 odważnych, szalonych i wyjętych spod prawa mężczyzn uprowadziło galeon z Szmaragdowej Wyspy. Od tamtej pory nic już nie było takie same a każdy statek bez odpowiedniej ochrony w postaci uzbrojonych galeonów,  mógł zostać ich łupem. I chociaż wiadomo było iż młodzieńców było pięcioro to nikt nie znał ich oblicza. Wiadomo było jedynie tyle iż jakimś cudem udawało im się werbować ludzi na swoje statki i ludzie ci byli skłonni zginać za nich. Skarb państwa, cierpiący na ich porwaniach statków wypełnionych dobrem, zaczął się na tyle niepokoić, iż wyznaczył nagrodę za ujęcie Pięciu Piratów. Jednak im więcej ludzi wypływało tym więcej podwładnych mieli Piraci. W końcu każdy przyzwyczaił się do tego iż żaden statek nie jest bezpieczny. Floty wypływały z dużą obstawą i jeśli miały wystarczająco dużo szczęścia, docierały na miejsce przeznaczenia. Jeśli nie to ginęły bez wieści a kupcy musieli wysyłać swoje dobra raz jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;-Ależ kochana..mówię Ci. To nie są zwykli Piraci, chociaż każdy tak myśli – na skalnym wybrzeżu, przy morskiej latarni stała dziewczyna opierająca się noga o jeden z kamieni i patrząca w dół skarpy a potem na morze, jakby czegoś wypatrując.  Miała na sobie długie, kapitańskie trzewiki, krótka spodniczkę z czerwonej skóry, gorset opinający się pod jej piersiami i biała bluzkę je zakrywająca. Do tego kapitański mieczyk, kurtka i czapka.&lt;br /&gt;- co masz na myśli mówiąc, że są „niezwykłymi” piratami? – odpowiedziała jej dziewczyna siedząca na skrawku trawy kilkanaście kroków za Kapitanką. Na sobie miała śliczną długą suknie z gorsetem podobnym do tej drugiej. Jej ubranie było jednak w kolorze złotym z czarnymi wzorami przypominającymi pnącza.&lt;br /&gt;- no..nie wiem – uśmiechnęła się rozbrajająco tamta – ale zobacz. Nie robią nikomu krzywdy prawda? Wszyscy pasażerowie statków wracają na ląd. Nie  rabują , nie zabijają, nie gwałcą dziewic i innych kobiet. Porywają tylko statki bogaczy. Nie zauważyłaś, że na przykład, statki zwykłych kupców zawsze dobijają do brzegu i nigdy niczego z nich nie ukradziono? Moja teoria jest taka że to dobrzy starzy marynarze, którzy chcą utrzeć nosa bogaczom.&lt;br /&gt;-czyli nam – zaśmiała się tamta. Rozbawiło je to ogromnie i śmiały się przez jakiś czas po czym dziewczyna złapała na nowo przerwany watek – ale nie rozumiem właściwie czemu tak się tym ekscytujesz….&lt;br /&gt;- jak to dlaczego?- kapitanka podbiegła do dziewczyny siedzącej na trawie – muszę się tego dowiedzieć!&lt;br /&gt;- no ciekawe jak… wypłyniesz statkiem i będziesz czekała aż Cię porwą? To znaczy statek? A jak już zobaczą, że jesteś w środku to cie odstawią na ląd ale zanim to zrobią zapytasz dlaczego właściwie to robią? By sprawdzić czy masz rację?- pokiwała Glowa z niedowierzeniem.&lt;br /&gt;- to jest lepszy pomyśl niż ten który sama wymyśliłam – dziewczyna w kapitańskim ubraniu klasnęła ucieszona w dłonie – pożyczę od Ojca statek, wywieszę flagę kupiecką, wezmę trochę dóbr z piwnicy… i na pewno się nie oprą. A potem zapytam ich czemu to robią – zaczęła tańczyć po wzgórzu zadowolona swoim pomysłem.&lt;br /&gt;- na Posejdona, po co ja mam takie genialne pomysły? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;I tak, dwa dni później, nieubezpieczony statek kupiecki wypłynął z portu bladym świtem. Na jego pokładzie znajdowała się załoga, dziewczyna kapitan oraz jej przyjaciółka.&lt;br /&gt;- Ale SoRinhe… dlaczego ja muszę chodzić w strojach bogatej kupieckiej dziewczyny? Też chcę być marynarzem- czarnowłosa dziewczyna wydawała się niezadowolona ze swojego położenia.&lt;br /&gt;- Ależ słuchaj Kochana. Twoi rodzice obdarliby mnie żywcem jeśli coś by ci się stało – uciszyła przyjaciółkę, która chciała prawdopodobnie powiedzieć to samo – a poza tym udając kupiecką córkę jesteś bezpieczna. Nawet jeśli okazaliby się złymi strasznymi piratami to ciebie zostawią w spokoju by w razie czego mieć za ciebie okup a ja zawisnę gdzieś na drzewie jako bezwzględna pani kapitan! – wyobraźnia ją poniosła – no a poza tym… to możesz robić co chcesz – zruszyła ramionami – nawet być sterownikiem – powiedziała niby od niechcenia zakładając dłonie na kark i przechadzając się po kajucie „kupieckiej córki”.&lt;br /&gt;- super! To lecę sterować – ucieszyła się ta druga. Obie dziewczyny  stały na czele statku wpatrując się w spokojne błękitne morze. Pani kapitan opierała się o burtę na czubie statku podczas gdy sterowniczka po prostu sterowała i wypatrywała wroga. Powoli zrobiło się południe, wypłynęły już daleko za granice Siedmiu Kamiennych Wysp a Piratów jak nie było tak nie ma.&lt;br /&gt;- a może..wyczuli podstęp i wcale nie zamierzają nas zaatakować czy przejąć statku? – sterowniczka usiadła na małym zydelku  gdyż właściwie nie musiała sterować. Płynęli po prostu przed siebie szukając piratów. &lt;br /&gt;- nie!- krzyknęła pani kapitan – na pewno nas zaatakują! – powiedziała i była tego tak pewna ze aż było to przerażające. I nagle uśmiech zagościł na jej twarzy – są!- wyciągnęła przed siebie szpadę pokazując statek który zbliżał się do nich od lewej burty. – mówiłam ci ze przybędą!- zaczęła skakać z radości gdy nagle poczuła jak statek się chwieje.&lt;br /&gt;- atakują nas – sterowniczka wstała i spojrzała na  nadlatujące w ich stronę kule.- Dlaczego? – zapytała przerażona. Nie taki był plan. Nie miały przecież umierać. Spojrzała na rozbawioną twarz swojej znajomej i spojrzała w kierunku wzroku tamtej. Jej twarz pobladła.&lt;br /&gt;- hahahahahahaha – zaśmiała się złowieszczo SoRinhe – powiesiłam flagę imperialną więc myślą, że są tu wojskowi którzy maja ich pojmać….&lt;br /&gt;-jak ty się możesz w takim momencie śmiać?- tamta podeszła do niej i uderzyła ją z liścia w policzek – weź sie do kupy! Musisz kazać załodze opuścić statek póki Jeszce żyją!- potrząsnęła kapitanką. Ta kiwnęła głowa i obie zerwały się na równe nogi krzycząc – Wszyscy do łodzi ratunkowych!!!- I tak, posłuszna załoga  zebrała się w sobie i zaczęli spuszczać łodzie. Sorinhe jednak, zamiast  wsiąść do łodzi, pobiegła do  kajuty. Szukała czegoś zawzięcie.&lt;br /&gt;- SoRinhe! Co ty robisz?- podbiegła do niej i pociągnęła ja w stronę wyjścia – jeśli zaraz nie pójdziemy to ostatnia łódź popłynie bez nas.&lt;br /&gt;- gdzie tam! Nie odpłyną bez kapitana i córki gubernatora – powiedziała wszystko wiedząca dziewczyna wyciągając spod łóżka koszyk a z niego..małego pieska.- tu jesteś kochanie. Sorinhe się Tobą zajmie nie bój się!- szybko zaczęła robić z serwety na stolik nosze dla psa, owiązała materiał na krzyż na plecach i położyła pieska do środka – no to możemy iść!&lt;br /&gt;- Sorinhe! Jak mogłaś wziąć psa na statek! – nie mogła uwierzyć w to co widzi. Jak można być tka nieodpowiedzialnym by brać to małe i niewinne zwierze na taka niebezpieczna wyprawę?&lt;br /&gt;-ale..miało być bezpiecznie a nie zostawię go ojcu pod opieka…- próbowała się tłumaczy gdy nagle jakaś kula świsnęła po prawej. Dziewczęta rzuciły się z krzykiem na pokład jednak …miała rację. Zostały bez żadnej łodzi ratunkowej.  Sorinhe wychyliła się za burtę krzycząc: - sukinsyny jedne! Zostawiać kapitana na statku! Jak was znajdę to nogi z dupy powyrywam!! Debile! Chamy! – gdy ona się gorączkowała , ta druga szukała czegoś co uniosłoby je na wodzie. W końcu znalazła jakąś pustą skrzynie. Wyrzuciła ja za burtę i chciała skakać gdy Sorinhe ja zatrzymała.&lt;br /&gt;- zdejmij suknie – poradziła jej.- po pierwsze będzie ci łatwiej pływać, a po drugie… jest większa szansa ze cie ocala…- mruknęła uspokajając pieska i wskakując do wody i podpłynęła do pływającego kawałka burty. Statek się już palił na dobre. Na szczęście …. Wyskoczyła zaraz za nią i bez sukienki. Szybko przebierając rękoma i nogami dziewczęta odpływały od topiącego się statku. &lt;br /&gt;- przepraszam..- SoRrinhe stękała czując jak wszystkie siły ja opuszczają. Jednak widząc ten wzrok pieseczka, bogu winnego pieseczka siedzącego na skrawku drewna, nie pozwalał jej się poddawać wiec płynęła dalej przy okazji dopingując przyjaciółkę. – to był mój pomysł! To wszystko moja wina. Jak chcesz będziesz mogła mnie upiec żywcem ale najpierw dopłyńmy do tej wyspy!- i pokazała dłonią wyspę ,samotna wyspę stojąca na bezkresnym morzu – a jak tam wylądujemy i moi tchórze dotrą do Szmaragdowej, to na pewno mój ojciec kogoś po nas wyśle…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak przepraszając w nieskończoność  w końcu dobiła do brzegu razem z towarzyszką niedoli. Wyczerpane miały jedynie tyle sił by doczłapać się do granicy lasu i tam padły  mdlejąc z wyczerpania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;**&lt;br /&gt;- na plaży leża dwie śliczne dziewczyny!!!- zwiadowca zakomunikował ten fakt krzykiem zanim jeszcze zdarzył dobiec do kompanów siedzących przy rozpalonym ognisku.&lt;br /&gt;- Ksawery, chyba dzisiaj leżałeś za dużo na słońcu! – Chłopak o rdzawych włosach wstał i spojrzał na swojego towarzysza – na tej samotnej wyspie nie ma kobiet. Najbliższe są na Wyspie Ametystowej… nie sadze by chciały tu przypływać i cieszyć nasze oczy swoją urodą.- Klepnął go po plecach i usiadł, wracając do obgryzania udek jakiegoś ptaka.&lt;br /&gt;- ale one… chyba są z tego popołudniowego statku – zaryzykował stwierdzenie – i miały pieska…- pokazał wystraszonego pieska, którego do tej pory krył za koszulą. Zebrana przy ognisku czwórka spojrzała się na niego zastanawiając czy może faktycznie mówi prawdę.&lt;br /&gt;- wiecie co..nie zaszkodzi sprawdzić..a nóż będą chciały cieszyć nasze oczy.. i nie tylko – mężczyzna o asymetrycznej grzywce wstał, otrzepał spodnie z piasku i ruszył – pokarz Ksawery, gdzie te dziewki!&lt;br /&gt;- Mikołaj poczekaj – chłopak, który trzymał w zębach kawałek udka ruszył za nimi – ja też chce na nie popatrzeć!&lt;br /&gt;-ach dzieci…- w końcu pozostała dwójka się podniosła i poszła w ślady za kompanami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szli tak po plaży szczerze wątpiąc we wzrok swojego urwisa, gdy nagle ukazały im się dwie pary długich, kobiecych nóg. A potem reszta ciał dziewcząt.&lt;br /&gt;- wow- stanęli jak wryci – naprawdę leżą przed nami dwie dziewczyny?- Maksymilian wyrzucił w krzaki kość od upieczonego ptaka i kucnął przy tej co leżała w długiej halce.&lt;br /&gt;- a jaka maja delikatna skórę… - Mikołaj delikatnie zaczął gładzic rękę lezącej kolo niego dziewczyny. Obok niego usiadł Maksymilian  delikatnie dotykając policzka tej samej dziewczyny.&lt;br /&gt;- myślicie że usta też maja takie delikatne?- zapytał Ksawery, którego pies zaprowadził do swojej pani. Jego dłoń przesunęła po szyi dziewczyny i nachylił się by spróbować tych ust gdy nagle, ku zdziwieniu jego i wszystkim, dziewczyna się poruszyła. Szybkim ruchem wstała i przewróciła go na ziemie zawisając nad nim całym swoim ciałem &lt;br /&gt;– mogę ci pokazać jak nimi zabijam..- odpowiedziała wojowniczo jednak po chwili dotarło do niej, że twarz która przed nią leży i która należała do człowieka który ja chciał pocałować a którego ona chciała udusić, nie jest twarzą starego dziadygi tylko młodego chłopaka. Zszokowana przestała uważać i tak oto dwójka stojąca nad trójka napaleńców, odciągnęła kapitankę od swojego kompana.&lt;br /&gt;- spokojnie pani kapitan… nie mamy zamiaru rozstać się z życiem…- powiedział chłopak o hebanowych włosach i soczystych czerwonych ustach związując jej dłonie jakimś sznurem – a jak będziesz grzeczna to i ty się z nim nie rozstaniesz. – uśmiechnął się czarująco a Sorinhe zatkało. Nie rozumiała dlaczego przed sobą ma 5 przystojnych mężczyzn. Po czym jej wzrok padł na zemdloną wciąż jej przyjaciółkę. Rzuciła się w jej stronę ale przez związane z tyłu ręce straciła równowagę i zaryła twarzą w piasek.</description>
  <comments>http://asianfairyland.livejournal.com/1544.html</comments>
  <category>fic: piracka przygoda</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
</channel>
</rss>
